Ukraina

Czarnobylska Strefa Wykluczenia

Wielu turystów odwiedzających Kijów wybiera się na jedno lub kilkudniową wizytę na terenie tzw. Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia, czyli obszaru wysiedlonego i opuszczonego po katastrofie elektrowni jądrowej w 1986 r.

Strefa, czy też inaczej „zona czarnobylska”, rozpoczyna się ok. 80 km na północ od stolicy Ukrainy i obejmuje obszar ok 2 600 km2. Oficjalnie ten obszar jest strefą zamkniętą – nie wolno tam się osiedlać, a mieszkający tam wciąż nieliczni robotnicy czy naukowcy muszą posiadać specjalne czasowe przepustki. Podobnie każdy, kto chce odwiedzić „zonę” musi wystąpić o oficjalne pozwolenie na wjazd do władz ukraińskich. W praktyce otrzymują je wszyscy, którzy zatroszczą się o to co najmniej kilkanaście dni przed planowaną wizytą. Przepustki są wydawane jednak tylko zarejestrowanym biurom podróży – turyści indywidualni legalnie nie mogą odwiedzać strefy.

za: Yandex Karty

Wszyscy wjeżdżający do strefy są kontrolowani w specjalnym punkcie kontrolnym znajdującym się w miejscowości Ditiatki (Дитятки) na 35 km przed elektrownią. Obowiązuje tu zakaz robienia zdjęć. Wszyscy wjeżdżający do zony są poddawani kontroli dokumentów, poprawnego ubioru (trzeba mieć zakryte ramiona i nogi oraz nosić pełne obuwie). Zwykle busów turystycznych jest sporo, bywają kolejki, dlatego nie dziwi widok sklepików, w których można kupić gadżety związane z zoną.

Kontrola w punkcie wjazdowym do zony

Jako pierwsze odwiedzamy miasteczko Czarnobyl – znane już od średniowiecza i niegdyś należące do Polski. Od tego miasta wzięła się nazwa elektrowni atomowej otwartej w 1977 r. mimo, ze faktycznie znajdowała się ona kilkanaście kilometrów od Czarnobyla

Miasto Czarnobyl wita

Czarnobyl był jedną z ewakuowanych miejscowości po awarii – dziś mieszkają tam rotacyjnie naukowcy i robotnicy, działa także restauracja dla turystów. W miasteczku znajdziemy też pomniki – zarówno te sprzed katastrofy, jak i wzniesione tu już później.

Pomnik Lenina w Czarnobylu
Pomnik poświęcony „tym którzy ratowali świat” – strażakom, którzy bezpośrednio po wybuchu przyjechali, by próbować ugasić pożar elektrowni.
Symboliczne tabliczki z nazwami miejscowości ewakuowanych po wybuchu elektrowni czarnobylskiej

Z Czarnobyla przejeżdżamy do miasta Prypeć. Założono go w latach 70. jako miasto dla pracowników elektrowni i ich rodzin. W momencie katastrofy mieszkało w nim 50 tys. ludzi. Co ciekawe, średnia wieku wynosiła jedynie 26 lat. Wszyscy mieszkańcy zostali ewakuowani kilka dni po awarii, jak im mówiono jedynie „tymczasowo”. Nie wrócili jednak do swoich domów, większość osiadła w nowym mieście Sławutycz zbudowanym niedaleko zony. W kolejnych latach do Prypeci wracali jedynie szabrownicy, a od kilku lat jest to coraz popularniejszy cel wyjazdów turystycznych.

Wjazd do Prypeci

Wjeżdżamy do Prypeci – wbrew pozorom nie jedziemy przez las, a jedną z głównych ulic dawnego miasta. Jako dowód zamieszczam zdjęcie zrobione przez boczną szybę, na którym w tle widać blok mieszkalny. W Prypeci na każdym kroku można przekonywać się, jak przyroda w bardzo krótkim czasie potrafiła zawładnąć opuszczonym przez człowieka terenem.

Jesteśmy już w centrum miasta – znajdował się tu hotel „Polesie”, w którym nocowali głównie goście-naukowcy-delegaci odwiedzający elektrownię.

Hotel „Polesie” w 2018 r.
Ten sam hotel w czasach świetności

Obok znajduje się dom kultury „Energetyk” zwany też „białym domem” – budynek, w którym wystawiano spektakle, wystawy, a także miejsce prestiżowych bankietów dla zarządzających elektrownią.

„Energetyk” w 2018 r.
Ten sam „dom kultury” na kilka tygodni przed wybuchem elektrowni atomowej (o dacie zdjęcia świadczy dekoracja poświęcona XXVII zjazdowi KPZR, który odbył się w dniach 25 lutego – 6 marca 1986 r.)

W centrum funkcjonował także świetnie wyposażony supermarket – klientów nie brakowało, gdyż średnia pensja w elektrowni była trzykrotnie większa niż przeciętna wypłata w całym ZSRR.

Miasto Prypeć jest położone nad rzeką o tej samej nazwie w związku z czym miało ono także swoją rzeczną przystań. W latach 70. i 80. kursowały tu wodoloty łączące Prypeć z Kijowem.

Wejście do terminala pasażerskiego przystani
Resztki witraży wewnątrz budynku przystani
Port w Prypeci w latach 80.

Idziemy dalej przez ulice miasta i docieramy do parku rozrywki. Co ciekawe, widoczny na zdjęciach poniżej wielki diabelski młyn nigdy nie działał – jego planowane otwarcie miało nastąpić w Święto Pracy 1 maja 1986. Niestety, cztery dni wcześniej doszło do awarii w elektrowni atomowej.

Podczas wizyty w zonie możemy wejść do niektórych budynków. Odwiedzamy m.in. budynek szkoły, żłobka, a także dawnego basenu, który obok diabelskiego młyna jest jednym z najbardziej znanych symboli zony. Wnętrza wywierają bardzo duże wrażenie, jednak po zapoznaniu się z kilkoma odwiedzanie kolejnych staje się już monotonne. Ot, wszędzie podobnie porozwalane i poniszczone pomieszczenia. Dodatkowo nie sposób nie odnieść wrażenia, że część wnętrz została celowo zaaranżowana na modłę turystyczną – w żłobku w oczy rzuca się niby przypadkiem porzucona lalka, w szkole – podręcznik sugestywnie otwarty akurat na podobiźnie Lenina, gdzie indziej również „przypadkiem” na pierwszym planie leży maska gazowa.

Po zonie spacerujemy ze specjalnym licznikiem Geigera. Pokazuje nam on odczyt bieżącego promieniowania. Przykładając licznik do metalowych obiektów ów odczyt rzeczywiście się zwiększał, natomiast przy zachowaniu zdrowego rozsądku tzn. niczego nie dotykając nie jedząc nic, co spadło na ziemię jednodniowy pobyt w zonie jest całkowicie bezpieczny dla naszego organizmu. Podobną dawkę promieniowania przyjmuje się ponoć w trakcie dwugodzinnego lotu samolotem.

Tym niemniej w miejscach, w których stwierdzono nieco większe promieniowanie mamy odpowiednie oznaczenia ostrzegające przed wejściem. Jedno z nich znajduje się przed wejściem do tzw. Czerwonego lasu – niegdyś istniał tu sosnowy las. Drzewa po katastrofie gwałtownie obumarły zmieniając barwę na rdzawą. W kilka miesięcy po awarii wycięto je.

Docieramy w końcu w pobliże samej elektrowni. Od kilku lat feralny reaktor nr 4 przykryty jest masywną tzw. arką – nowym sarkofagiem, zabezpieczającym miejsce katastrofy.

Przed reaktorem widzimy kolejny pomnik poświęcony bohaterom biorącym udział w akcji ratunkowej.

Interesujący jest też los pozostałych reaktorów – niektóre pracowały aż do 2000 roku, nie jest bowiem możliwe wyłączenie elektrowni atomowej tak z dnia na dzień. W momencie katastrofy elektrownia była w fazie rozbudowy o kolejne reaktory oznaczone numerami 5 i 6. Po awarii prace wstrzymano i stąd obecnie możemy oglądać nigdy nie ukończony reaktor nr 5.

Wyjeżdżając z Prypeci możemy obejrzeć jeszcze jeden ciekawy obiekt – radar zwany „Okiem Moskwy”. Była to konstrukcja przeznaczona do ostrzegania przed lecącymi na ZSRR amerykańskimi rakietami. W czasach radzieckich był to obiekt tajny, nieoznaczony na mapach. Dziś przyciąga głównie tych, którzy nielegalnie odwiedzają zonę – takie osoby lubią się na niego wspinać, a widoki z wyższych partii radaru są ponoć niezapomniane.

Po zakończeniu wycieczki, w punkcie kontrolnym, każdy ma obowiązek przejść przez specjalną bramkę mierzącą poziom promieniowania. W wątpliwość podaje się poziom wykrywalności tego urządzenia, ale według słów lokalnych przewodników ponoć kiedyś jednej osobie zlecono dokładną kąpiel po powrocie.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.