Batumi, ech Batumi… – cz. 3 – herbaciane pola

Dla wielu Polaków pierwsze skojarzenie z Batumi to piosenka “Filipinek” i osławione w niej “herbaciane pola”. Po przyjeździe na miejsce niektórzy przeżywają delikatne rozczarowanie – owych pól w Batumi jest jak na lekarstwo. Jaka jest historia gruzińskiej herbaty i dlaczego po upadku ZSRR herbaciane pola zniknęły z krajobrazu Batumi?

Początki produkcji i chińscy eksperci

Pojawienie się herbaty na ziemiach gruzińskich zawdzięczamy Imperium Rosyjskiemu, które od końca XVIII panowało na południowym Kaukazie. Kultura picia herbaty, znana w Rosji już od XVII wieku, przywędrowała również do Gruzji.

Rosjanie u progu XIX wieku wciąż byli zdani na drogi import herbaty. Szybko jednak zorientowali się, że subtropikalny klimat podbitych wówczas Krymu i południowego Kaukazu rodzi nadzieję na założenie własnych plantacji herbaty. Według jednego z podań pierwszy krzak herbaty Rosjanie zasadzili na Krymie w 1817 roku, jednak z nieznanych powodów roślina nie przyjęła się. Być może brakowało wiedzy na temat uprawy herbaty, której pilnie strzegli Chińczycy i Anglicy.

W temacie pierwszych liści herbaty wyrosłych na ziemi gruzińskiej istnieją dwie możliwe wersje zdarzeń. Pierwsza, romantyczna, mówi o schwytanym do niewoli podczas wojny krymskiej (1853-1856) angielskim oficerze Jacobie McNamarze, który zakochawszy się w pięknej Gruzince postanowił osiąść w Adżarii. Znał on tajniki uprawy i produkcji herbaty i postanowił zasadzić plantację – w ten sposób Rosjanie mieli wejść w posiadanie herbacianego know-how.

Inna wersja mówi o wysłaniu sadzonek z Krymu do Gruzji w nadziei, że tam przyjmą się one lepiej niż we wspomnianym 1817 roku na Półwyspie. Według podania ludowego krzak herbaty zasadzono w miasteczku Ozurgeti i rośnie tam już jako duże drzewo do dnia dzisiejszego. Nikt jednak nie potrafi wskazać konkretnego miejsca.

Faktem jest, że prace nad wyodrębnieniem nowego szczepu gruzińskiej (czy też rosyjskiej) herbaty trwały przez drugą połowę XIX wieku. Osobą, która walnie przyczyniła się do rozwoju lokalnego przemysłu herbacianego był pochodzący z południowych Chin pan Lau Dżon Dżau (inna wersja pisowni: Liu Ziun Czou, 刘峻周).

Lau Dżon Dżau na swoich herbacianych polach w wiosce Czakwi, fot. wikipedia.org

Lau Dżon Dżau przybył do Imperium Romanowów w 1893 roku na zaproszenie bogatego kupca Konstantyna Popowa, który był jednym z pierwszych poważniejszych inwestorów w herbacianym biznesie Rosji. Popow bardzo interesował się herbatą i potencjalnymi korzyściami mającymi wyniknąć , odbył nawet trzy podróże do Chin celem zebrania doświadczeń i nauki uprawy. Właśnie w trakcie tych podróży poznał Lau Dżon Dżau, lokalnego mistrza uprawy herbaty.

Chińczyk wraz z 10-osobowym zespołem rozpoczęli pracę na plantacji Popowa wykorzystując nie tylko swoją wiedzę, ale i nasiona oraz sprzęty do produkcji przywiezione z ojczyzny. Lau udało się uzyskać bardzo wysokiej jakości liście i skutecznie zwiększać plony – w 1895 roku rozpoczęto od skromnych 8 kg herbaty, by cztery lata później móc poszczycić się 5200 kilogramami gotowej herbaty.

W ślad za plantacją Popowa otwierały się kolejne mniejsze i większe herbaciane fabryki. Jakość gruzińskiej herbaty, szczególnie czarnej typu “Diaduszka” zawierającej 5,5% herbacianych pąków (a nie liści) według opinii znawców tamtego okresu przewyższała uznane marki chińskie.

Tym niemniej ilość herbaty produkowanej w Gruzji w porównaniu do ilości herbaty importowanej była symboliczna. W ostatnim roku istnienia Imperium Romanowów Gruzja dostarczyła państwu 140 ton produktu, podczas gdy zaimportowano aż 75 tysięcy ton głównie chińskiej herbaty.

Masowa produkcja czasów radzieckich

Po okrzepnięciu nowego porządku bolszewicy postawili na rozwój przemysłu herbacianego. Jedną z motywacji była chęć osiągnięcia gospodarczej niezależności i odcięcia się od potrzeby dostaw z Chin.

W Gruzińskiej SSR rozpoczęły się poważne inwestycje, powstawały wielkie fabryki i rósł areał uprawy herbaty. Postawienie na produkcję herbaty na masową skalę okazało się zbawienne dla gospodarki Gruzji i rozwiązało wiele problemów społecznych związanych z bezrobociem.

Różne rodzaje gruzińskiej herbaty sprzedawane w ZSRR w pięknych puszkach; fot. tea-terra.ru

Skupienie się na masowej produkcji miało jednak swoich przeciwników. Lau Dżon Dżau, choć początkowo przyjął zaproszenie nowych władz do odbudowy gruzińskiej produkcji po okresie rewolucji, to jednak szybko popadł w konflikt z bolszewikami. Chińczyk sprzeciwiał się daleko posuniętej mechanizacji i odejściu od tradycyjnych metod uprawy. W 1925 roku postawiono go przed ostatecznym wyborem – zaproponowano przyjęcie obywatelstwa ZSRR i tym samym podporządkowanie się polityce nowej władzy. Lau odmówił i wrócił do ojczyzny, w której dożył 1939 roku.

Już w trakcie trwania pierwszych radzieckich “pięciolatek” produkcja herbaty znacząco wzrosła. Przy tym początkowo udawało się zachować jej odpowiednią jakość. Władza radziecka nie szczędziła środków na badania, powstały wyspecjalizowane instytuty naukowe pracujące nad jakością herbaty i tworzeniem nowych gatunków. Gruzińscy naukowcy osiągali spore sukcesy – w 1948 roku Ksenia Bachtadze jako pierwsza na świecie stworzyła sztuczne krzyżówki (hybrydy) herbaty i innych roślin. Nazwała je gatunkami “gruziński nr 1” oraz “gruziński nr 2”. Powstały również odmiany herbaty potrafiące wytrzymać temperaturę nawet do -25 stopni Celsjusza!

Uprzemysłowienie produkcji herbaty w czasach radzieckich; fot. moychay.ru

Niestety, mniej więcej od czasów Breżniewa następuje upadek jakości gruzińskiej herbaty, od której wymagano zaspokajania wciąż rosnących potrzeb konsumpcyjnych ZSRR i państw siłą zaprzyjaźnionych. W latach 70. Gruzińska SSR odpowiadała za 87% całej związkowej produkcji herbaty! Produkowano prawie 100 000 ton produktu rocznie (dla przypomnienia w 1917 roku było to jedynie 140 ton).

Gruzińska herbata przestała kojarzyć się z dobrą jakością. Proces produkcji został sprymitywizowany i skrócony do minimum. Maszyny zbierały wszystkie liście z krzewów, nie tylko te świeże z górnej części rośliny. Nie liczono się z takimi czynnikami jak odpowiednia pogoda w trakcie zbiorów czy właściwe suszenie liści.

Współczesność gruzińskiej herbaty

Nic więc dziwnego, że w ślad za upadkiem Związku Radzieckiego upadł również gruziński przemysł herbaciany. Nie było już odgórnych państwowych zamówień, a na wolnym rynku próżno było szukać chętnych na zakup fatalnego jakościowo produktu. Sprawy nie ułatwiały także czynniki zewnętrzne, takie jak wojna domowa w Gruzji początku lat 90. oraz ogólny zastój gospodarki na terenie postradzieckim.

W latach 90. i dwutysięcznych dawne herbaciane fabryki przekształcano w uprawy przede wszystkim owoców cytrusowych, które były o wiele bardziej opłacalne dla miejscowych plantatorów. Ilość ton wyprodukowanej herbaty systematycznie spadała osiągając jedynie nieco ponad 5 tysięcy w 2008 roku. Plantacje zajmują raptem 2-3 tysiące hektarów, czego nie sposób porównać do 67 tysięcy hektarów “herbacianych pól Batumi” epoki radzieckiej.

Szczęśliwie, obecnie gruzińska produkcja herbaty powoli zaczyna ożywać. Jest to zasługą przede wszystkim niewielkich plantacji, które stawiają na jakość produktu, a nie jak to miało miejsce w czasach ZSRR na ilość. W całej Adżarii powoli powstają rodzinne przedsiębiorstwa gdzie proces produkcji wygląda tak jak w czasach Lau Dżon Dżau, czyli przede wszystkim ręcznie i z poszanowaniem starych tradycyjnych metod obróbki liści.

Odwiedzona przeze mnie w 2018 roku domowa plantacja pana Dawida Tenieszwili w okolicach Ozurgeti – współczesny pomysł Gruzji na dobrą herbatę

Istnieje także kilka fabryk produkujących herbatę na nieco większą skalę. Na chwilę obecną krajowa produkcja pokrywa 20% zapotrzebowania gruzińskich konsumentów.

Wydaje się, że to czego w tej chwili najbardziej potrzebuje produkt o marce “gruzińska herbata” to jego popularyzacja i walka z niestety głęboko zakorzenionym w dawnym Związku Radzieckim stereotypem “gruzińska herbata = niska jakość”. Przedstawiciele tej gałęzi przemysłu wierzą jednak, że wykorzystując sprzyjający inicjatywie gospodarczej klimat i doskonałe warunki naturalne już wkrótce doczekamy się prawdziwego renesansu gruzińskiej herbaty.

Być może kiedyś znów przyjeżdżając w okolice Batumi będziemy mogli zanucić klasyk “Filipinek” odnosząc się do obserwowanej przez nas rzeczywistości, a nie tylko wspomnień 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *